á
â
ă
ä
ç
č
ď
đ
é
ë
ě
í
î
ľ
ĺ
ň
ô
ő
ö
ŕ
ř
ş
š
ţ
ť
ů
ú
ű
ü
ý
ž
®
€
ß
Á
Â
Ă
Ä
Ç
Č
Ď
Đ
É
Ë
Ě
Í
Î
Ľ
Ĺ
Ň
Ô
Ő
Ö
Ŕ
Ř
Ş
Š
Ţ
Ť
Ů
Ú
Ű
Ü
Ý
Ž
©
§
µ
Ta książka hamuje czas, który skłania do refleksji nad sobą, nad bliskimi ci osobami i nad sensem tego bycia tu i teraz.
Ta ksiązka odbiera słowa. Po niej trzeba przejść literacką żałobę, by dopiero po jakimś czasie móc o niej pisać i mówić.
Oto Bo, który z każdym dniem coraz bardziej niedomaga. Ma coraz mniej czasu na życie, na słowa i na głaskanie psa, Sixteena, którego jeszcze ma. (...) .. Ma, bo i za chwilę i ten musi zmienić swego Pana. Bo wie, że śmierć jest coraz bliżej, bo ją czuje. Czuje w sobie. Resztkami sił wyprowadza psa, ale i te siły zaraz odpuszczają. Pomoce domowe i pielęgniarki zmuszają go do prysznica, do jedzenia, czy do picia. Ale to wszystko czasem go przerasta. Jest i syn, który zagląda, siada i rozmawia z nim. Jest syn, któremu Bo nie potrafi powiedzieć tego, czego by chciał, a na co powinien się wreszcie zdobyć. Patrzy na niego, jest z niego dumny, ale słowa... te grzęzną mu w kotłowaninie złości. Bo tęskni na miłością swego życia, która już nie żyje, a którą ciągle kocha i za którą tęskni. Niebawem do niej dołączy, ale teraz, jeszcze ostatnimi dniami nie potrafi poskromić swej upartości ziemskiego bytu, by dać synowi do zrozumienia, jak i jego kocha. jako ojciec, uparty i czasem nadpobudliwy, stawia na swoim, co nie zawsze jest gry o taką stawkę.
Każdy dzień osłabia wątłe ciało.
Każdy dzień coraz bardziej zbliża śmierć.
Odchodzą siły, syn wymienia łóżko na nowe, Bo leży i czeka....
Sam.
W ciszy.
Wszystko spowalnia, wracają wspomnienia, powieki tak trudno podnieść. A na stoliku czekolada, którą jadał, nieruszona...
Tak trudno oddychać.
Powieść, której nie sposób odłożyć. Scala się ze mną i nie pozwala o sobie zapomnieć. Widzę BO, widzę jego słabość i czekanie na iskrę nadziei. Czekam, jak on, na owsiankę na mleku i kawałek czekolady. Czekam na rozmowę z Turre, jedynym przyjacielem, który pewnego dnia nie odbiera telefonów. Staję oparta laską przy trumnie tego ostatniego "Gada" i czuję, że serce mi pęka. Że świat się dla mnie kończy, że czas na mnie, że to ... niedługo.
Płaczę, bo taką książkę się przeżywa. Nosi się ją i wraca do niej, do siebie, do bliskości...
WSPANIAŁA.
JEDYNA.
NAJLEPSZA.
agaKUSIczyta
O życiu do końca na własnych zasadach, nawet wtedy kiedy ciało nie współpracuje już tak jak kiedyś.
Powieść o starzeniu się, starości, przemijaniu i odchodzeniu, ale również o pięknie wspomnień zarówno tych wspaniałych i budujących nasze życie, ale też i tych trudnych, o których niekoniecznie chcemy pamiętać, ale które ukształtowały nas i nadały rys naszemu życiu w jego ogólnym rozrachunku. (...)
To też powieść o pamięci o tym co istotne, o miłości i bliskości nie tylko tej do ludzi ale również i do innych towarzyszy naszej codzienności, zapachach i smakach, które stanowią kotwicę tego co w nas pozostaje nawet wtedy kiedy jesteśmy już bliżej niż dalej ostatecznego rozrachunku z życiem.
Życie u swojego schyłku przedstawione w piękny, nostalgiczny a jednak bardzo zwyczajny sposób z całym fizjologicznym jak i niekiedy psychicznym obciążeniem jakie u kresu życia spotyka lub dopiero spotka wielu z nas.
To też powieść o odchodzeniu, żałobie i poradzeniu sobie z tym co pozostaje w nas po utracie najbliższych i z tym co pozostaje po tych, którzy odeszli a co nie do końca było naszym udziałem za ich życia i było dla nich tylko osobistą tajemnicą i ewentualnym niedopowiedzeniem.
Symboliczny czas „ Kiedy żurawie odlatują na południe” który w mojej ocenie Lisa Ridzen porównała do schyłku życia swoich bohaterów, to czas, który czeka każdego z nas i warto się z nim zapoznawać, miedzy innymi poprzez takie bestsellerowe tytuły, które w literacki sposób będą zaznajamiały nas z tematyką starości i odchodzenia w każdym z możliwych ich aspektów.
Polecam.